Polskie Linie Lotnicze LOT uruchomiły bezpośrednie połączenie Warszawa–Seul.

„Polska-Korea: montownie, technologie i półtusze wieprzowe”

Polskie Linie Lotnicze LOT uruchomiły bezpośrednie połączenie Warszawa–Seul. Polski przewoźnik chwali się, że „jeszcze nigdy podróżowanie do Korei Południowej nie było tak proste i wygodne”. Czy jednak poza turystyką będzie miało to wpływ na relacje polsko-koreańskie? Przewoźnik i polscy politycy mają na to nadzieję, ale specjaliści i inwestorzy mówią: – Korea to specyficzny rynek i partnerzy.

korespondencja z Seulu

Uruchomienie bezpośredniego połączenia zawsze wyzwala potencjał w sektorze turystycznym – mówił przed inauguracją połączenia prezes LOT-u Rafał Milczarski. I zachęcał Polaków do odwiedzenia Korei: – Seul jest nie bez powodu nazywany miastem, które nigdy nie zasypia, a sami Koreańczycy Włochami Azji – dodał.

W poniedziałek na pokład samolotu inaugurującego połączenia Warszawa–Seul wsiadł Witold Waszczykowski. Szef polskiej dyplomacji wybrał się do Korei Południowej wraz z delegacją, w której skład wchodzili polscy przedsiębiorcy, ci obecni na rynku azjatyckim i dopiero planujący wymianę handlową z Koreą. Na pokładzie kursującego trzy razy w tygodniu dreamlinera znalazło się także miejsce dla dziennikarzy „Codziennej”.

Azjatycki rekin

Seul to miasto-organizm i wielki rekin biznesu. Przybywamy do niego w momencie największego natężenia mityngów, spotkań i konferencji. Jak tłumaczą nam pracownicy tamtejszej ambasady RP, wszystko dlatego, że październik i listopad to miesiące z umiarkowaną pogodą. Nie ma już upału i wilgoci, ale jeszcze nie nadeszła mroźna zima.

Jak wynika z oficjalnych danych, Polska jest dla Korei „piątym celem inwestycyjnym w Europie”, a Korea dla Polski drugim po Japonii azjatyckim partnerem pod względem wymiany handlowej „Aż 60 proc. importu i eksportu [w relacjach polsko-koreańskich] stanowi elektronika i sprzęt multimedialny” – podaje LOT w swoich materiałach prasowych. Co to oznacza w rzeczywistości? Łatwo się domyślić. Jak czytamy w branżowym Portalu Promocji Eksportu: „Korea jest krajem, z którym Polska ma najwyższy po Rosji i Chinach deficyt w wymianie towarowej”. Według danych ambasady Korei Polska wyeksportowała do tego kraju towary na łączną kwotę 700 mln dol., importując w tym czasie koreańskie produkty o wartości prawie 2,8 mld dol.”. Nie da się więc ukryć, że ta wymiana nie jest współmierna, o czym oficjalnie mówi szef polskiego MSZ-tu.

– Wymiana handlowa pomiędzy naszymi krajami nie sięga nawet 4 mld dol. Powinno to być zdecydowanie więcej – przyznaje Waszczykowski. W Seulu minister przekonywał, że Korea jest zainteresowana zakupem broni od Polski. Chodzi m.in. o helikoptery ze Świdnika. – Mamy podobne poglądy na sytuację międzynarodową. Nasi żołnierze są tu obecni, monitorują jak wygląda kwestia zawieszenia broni z Koreą Północną. Jesteśmy zainteresowani tym, by nad Wisłą rozwijała się koreańska technologia, ale także tym, by polski biznes zaistniał na dobre w tym kraju – mówił Waszczykowski po rozmowach z premierem Hwan Kyo-ahn. Szef polskiego MSZ-etu podpisał Plan Działania na rzecz Implementacji Strategicznego Partnerstwa na lata 2017–2020, dokument określa m.in. kwestie bezpieczeństwa i obrony, kultury, ale przede wszystkim gospodarki.

Świnie czekają na zielone światło

Szef polskiego MSZ-etu zwracał uwagę, że uruchomienie bezpośredniej linii lotniczej może przyczynić się do intensyfikacji relacji z Seulem. – Być może już niebawem prezydent Korei, pani Park Geun-hye, odwiedzi Polskę na pokładzie samolotu LOT-u. Przekazałem jej zaproszenie do Polski w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy – mówił minister. Na pytanie „Codziennej”, jakie konkretne decyzje zostały podjęte podczas rozmów polsko-koreańskich w Seulu, szef MSZ-etu zapewnił, że strona koreańska rozpatrzy kwestię importu polskiej żywności. – Zapewniliśmy ich, że polska żywność jest zdrowa – mówił Waszczykowski. – Są także obietnice nowych inwestycji, podobnych do tej, jak fabryka LG Chemicals pod Poznaniem – dodał.

Zdaniem polskiej delegacji fakt, że Polska jest bezpośrednim sąsiadem Niemiec, największej gospodarki w Unii, to dla Korei doskonały argument, by to właśnie nad Wisłą rozwijać swój biznes i poprzez Polskę dotrzeć na Zachód. Co to miałoby oznaczać? Jak przekonuje Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju, „plan jest”. Na pytanie „Codziennej”, czy w MR są strategie, które pozwalałyby przyciągać koreański kapitał nie tylko w postaci montowni podzespołów (jak miało to miejsce przez wiele lat), lecz jako nowoczesne technologie, do produkcji których zaangażowałoby się polskich inżynierów, odpowiada: – Idziemy w tę stronę, czego dowodem jest ostatnio otwarta fabryka LG. Również Samsung stawia na innowacje, badania i rozwój we współpracy z Polską – mówi wiceminister.

Słowa polskich polityków znajdują potwierdzenie w rozmowach z przedstawicielami koreańskiego biznesu. – Samsung coraz bardziej przygląda się polskiemu rynkowi. I nie chodzi jedynie o tak zwane montownie – mówi „Codziennej” Steve Lee, dyrektor odpowiedzialny za inżynierię i procesy konstrukcji w koreańskim gigancie. Koreańczyk reprezentuję tę gałąź firmy, która zajmuje się globalnymi projektami inżynieryjnymi i budowlanymi. – Byliśmy ostatnio z wizytą na Śląsku, gdzie przyglądaliśmy się polskiemu węglowi pod kątem możliwości jego wykorzystania w naszych produkcjach. Polska to obiecujący i mający wiele do zaoferowania partner – dodaje.

Ale to jedna strona medalu. W nieoficjalnych rozmowach trudno nie wyczuć sceptycyzmu, choćby co do zapewnień o szybkim zdjęciu embarga na polskie mięso. Osoby zbliżone do polskiej ambasady w Korei rozwiewają nadzieje: – W „kwestii wieprzowej” jesteśmy z powrotem w pierwszym punkcie z siedmiostopniowej ścieżki dojścia do zmiany tych decyzji. Być może ktoś w oficjalnych rozmowach coś z grzeczności powiedział, ale to tylko dyplomacja. Tu wszystkim rządzą procedury. To musi potrwać. Tym bardziej że informacje o kolejnych przypadkach polskich świń zakażonych afrykańskim pomorem tylko wzmogły kontrole i znów wydłużyły okres embarga – słyszymy. – Mamy plan, jak to ewentualnie przyspieszyć, ale nie stanie się to od razu – dodaje nasz rozmówca.

Przypomnijmy, że pod koniec sierpnia br. po wykryciu nowych ognisk ASF Korea oficjalnie zawiesiła rozmowy na temat importu świń i wieprzowiny z Polski. Wcześniej, w 2014 r., kraje azjatyckie wprowadziły zakaz importu tego mięsa.

Korzystać na wszystkim

O specyfice koreańskiego rynku rozmawiam z Jarosławem Wasielewskim. To dyrektor zarządzający azjatycką częścią spółki Towimor – Toruńskich Zakładów Urządzeń Okrętowych, która jest największym polskim przedsiębiorcą w Korei. Spotykamy się na gali 27. rocznicy polsko-koreańskiej współpracy ekonomicznej.

– Pozostajemy liderem, mimo że wraz ze spadkiem cen ropy i towarzyszącym temu ograniczeniem w transporcie nasze zamówienia spadły – opowiada Wasielewski. – Rynek koreański jest specyficzny. O tym, jak bardzo dbają o niego Azjaci, świadczyć może fakt, że musieliśmy otworzyć swoją produkcję na miejscu w Korei – mówi „Codziennej”. – Jest jeszcze coś – dodaje przedsiębiorca – kiedy przyszedł kryzys, okazało się, że Koreańczycy wolą kupować produkty od swoich firm, nie zważając na wyższe ceny i niższą jakość, zamiast od polskich. Zdaniem moich rozmówców to kolejny przykład na to, jak Azjaci podchodzą do biznesu, ale i do relacji z innymi ludźmi – zawsze i wszędzie muszą mieć korzyść. Na wszystkim. I nie chodzi jedynie o kwestie finansowe, to może być także oszczędność czasu lub cokolwiek innego. Jednak zawsze ta kalkulacja pojawia się przed podjęciem decyzji.

– By to zrozumieć, trzeba poznać historię Korei – mówi „Codziennej” Christoph Heider, sekretarz generalny Europejskiej Izby Handlowej w Korei. – To był kraj, przez który przetoczyło się wiele wojen i okupacji. Gdy w latach 60. rozpoczęto tu proces industrializacji, już wtedy Koreańczycy zdawali sobie sprawę, że muszą zabezpieczać swoją gospodarkę. Dlatego polityka została oparta na eksporcie przy jednoczesnym napływie obcej waluty, która sprawiła, że przedsiębiorstwa zaczęły się rozwijać – opowiada. – Jeśli spojrzymy na koreańskie samochody, które w latach 80. pojawiały się w Europie – nie były one wysokiej jakości, za to konkurowały ceną. Teraz to się zmieniło, jest wysoka jakość, za wciąż relatywnie przyzwoitą cenę. Nauczyli się produkcji i zaczęli dominować na rynku motoryzacyjnym – mówi ekspert i dodaje: – Korea miała jeszcze niedawno PKB na poziomie Afganistanu. Jednak to społeczeństwo, które lubi i potrafi wygrywać – dodaje Heider.

O tym, jak wygląda podejście Koreańczyków do biznesu, świadczyć może anegdota, którą usłyszałem od jednego z dyplomatów. Opowiada ona o decyzji koreańskiej prezydent, by wybudować w kraju sieć marin żeglarskich. Po co? – By ludzie zaczęli żeglować, by poprzez to przyciągnąć biznes związany z żeglarstwem, nauczyć się go prowadzić, i produkować, po czym zamknąć rynek dla obcych i rozpocząć własną ekspansję – tak to tu działa – śmieje się mój rozmówca.

Unia się cieszy

Co w tym wszystkim mają do powiedzenia politycy Unii Europejskiej? – Korea to nasz strategiczny partner, jeden z trzech w Azji. Unia Europejska jako całość jest wciąż największym inwestorem w Korei – chwali się w rozmowie z „Codzienną” Paolo Caridi, wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej odpowiedzialny za relacje gospodarcze UE–Korea. I choć traktowanie UE jako jednej gospodarki to dość egzotyczne podejście do sprawy, mój rozmówca tryska optymizmem: – Nasze relacje z Koreą są znakomite. Cóż, wciąż są oczywiście kwestie, które wymagają zmian, taka jest chociażby sprawa importu żywności, w tym polskiej. Kwestia żywności to twardy orzech do zgryzienia. Zapewniam jednak, że jest to sprawa podnoszona na najwyższym szczeblu – przekonuje unijny urzędnik. Cóż, kolejne miesiące pokażą, czy wszelkie podobne zapewnienia mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

LOT-em bliżej do Seulu

Przy tym wszystkim warto wspomnieć też o Locie, za którego sprawą mogliśmy się przekonać, jak na żywo wygląda działalność polskiego przedsiębiorcy w Korei. Przewoźnik chwali się, że ma już za sobą okres, w którym groziło mu przejęcie przez obcych inwestorów, i w tym roku osiągnie zysk netto. W przyszłym roku mają się pojawić kolejne długodystansowe połączenia, tym razem do USA – do Newark i Los Angeles.

Lot do Seulu trwa nieco ponad 10 h. Droga powrotna to już jednak 13 h. W obie strony zamiast lecieć nad Syberią, samolot okrążał Rosję, lecąc m.in. nad Ukrainą, Bułgarią, Morzem Czarnym i Kazachstanem. – Czas rejsów do Seulu ma się skrócić poniżej 10 godz. – zapewnia rzecznik LOT-u Adrian Kubicki. – Od początku listopada rejs będzie wykonywany trasą transsyberyjską. Porozumieliśmy się w tej kwestii z Rosją. Co do drogi powrotnej, fakt, że lecimy dłużej, wynika z tego, że na trasach wschód–zachód występuje tzw. efekt obrotu Ziemi oraz wiatry, które w wypadku lotu na wschód są korzystniejsze. Tak jest zawsze, jeśli chodzi o loty do Azji – tłumaczy rzecznik LOT-u.

A samoloty? Cóż, o dreamlinerach powiedziano już praktycznie wszystko. To zresztą najbardziej znane medialnie maszyny w Polsce – pamiętamy doskonale szopkę, jaką za czasów rządów PO zrobiono z zakupu przez polskiego przewoźnika tych właśnie samolotów (co ciekawe, ostatnie dwie maszyny jeszcze do Polski nie dotarły). Ale istotnie, to samolot nowoczesny, wręcz stworzony do długich lotów, takich jak ten do Seulu.

Lotnisko Seul-Incheon jest położone dość daleko od centrum (52 km), toteż dojazd autokarem trwał około dwóch godzin. Szczęśliwie port jest skomunikowany także koleją i metrem, co skraca tę podróż (42 min). Dla podróżnych szczególnie ceniących sobie czas uciążliwy może być brak na pokładzie internetu bezprzewodowego, co na tak długich trasach powoli staje się na świecie standardem. Czegóż jednak wymagać, skoro internet nie jest standardem nawet w pociągach typu Expres Intercity Premium.

Z innych rzucających się w oczy niedogodności jest to, że w drodze z Seulu do Warszawy usytuowanie gate’u do wejścia na pokład pozostawia wiele do życzenia. Przejście od bram olbrzymiego lotniska aż do gate’u 131 (przedostatniego) zajmuje wraz z kontrolami ok. 45 minut, w czasie których oprócz „spaceru przez terminale”, jedzie się kolejką dowożącą do poszczególnych wyjść. Odlot przypada na największy szczyt ruchu na lotnisku. Całość znacząco wydłuża i tak przedłużoną „ruchem obrotowym Ziemi” podróż do Warszawy. Jak to tłumaczy LOT? – Cóż, przez długie lata nie uruchamialiśmy nowych połączeń, dlatego nie byliśmy jako LOT obecni na wielu lotniskach i dlatego nie ma nas, jeśli chodzi o loty do Seulu, w głównym terminalu. Staramy się to zmienić, ale to musi potrwać – mówi Kubicki.

Czy to drobnostki? Trudno stwierdzić, jak zawsze zweryfikuje to rynek. Prezes linii zapewnia, że obłożenie najbliższych lotów do i z Seulu to ok. 80 proc., co jego zdaniem należy uznać za sukces. Co ciekawe, obecnie większość pasażerów to przesiadkowicze, którzy do polskiego samolotu wsiadają, korzystając z warszawskiego huba. Podobnie jak Seul obłożone są loty do Tokio, które LOT realizuje od stycznia. Rzecznik LOT-u przekonuje, że to dobry wynik, a rentowność połączeń tego typu osiąga się po dwóch–trzech latach od ich uruchomienia.

* * *
Resumując: nie ma wątpliwości, że intensyfikacja kontaktów polsko-koreańskich może się przyczynić do wzrostu azjatyckich inwestycji w naszym kraju. – By osiągnąć sukces w kontaktach z Koreańczykami, trzeba się z nimi spotykać. Te spotkania muszą być częste, choć ich charakter może zdziwić polskiego partnera. Potrafią np. przez dłuższą chwilę milczeć – mówi pracownik ambasady w Seulu. – Niech to jednak nikogo nie zraża – śmieje się dyplomata.

Ale w „drugą stronę” może już nie być to takie łatwe. Duża więc odpowiedzialność zarówno po stronie MSZ-etu, jak i Ministerstwa Rozwoju, które powinno wspierać polskich przedsiębiorców, szukających pieniądza na azjatyckim rynku. Dlaczego? – W tej lidze gra się następująco: jeśli my ustępujemy w czymś jakiemuś gigantowi, np. w branży elektronicznej, to też musimy wymagać od niego ustępstw – mówi jeden z przedsiębiorców z branży logistycznej, z którym rozmawiam w drodze powrotnej. – jeśli więc ów gigant chce działać w Polsce na dobrych warunkach, trzeba namówić go do tego, by wpłynął na swój rząd w kwestiach „polskich”, takich jak wspomniane embargo. Wbrew pozorom biznes w Korei jest niezwykle sprzężony z władzą – mówi mój rozmówca.

Autor: Wojciech Mucha
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *